Opublikowano 5 komentarzy

Jak NIE robić szamponu w kostce

Nie są to dobre czasy dla specjalistów, ponieważ ekspertem w jakiejś dziedzinie może ogłosić  się teraz każdy.

Przepis na sukces wydaje się dość prosty: wystarczy ładna strona www i estetycznie prowadzony Instagram.  Wystąpienie w telewizji to już ostatnia prosta do otrzymania zaufania ludzi i możemy zacząć swoją przygodę jako eksperci. Dlatego producenci programów telewizyjnych powinni być bardzo uważni na treści, jakie zostają przekazane w ich programach przez takich samozwańczych specjalistów.

Nie są to też dobre czasy dla laików, którzy chcą zrobić dla siebie coś dobrego nie poświęcając zbyt dużo czasu na zgłębianie tematu. Próbując zaczerpnąć wiedzy i doświadczenia od kogoś, kto uchodzi za znawcę. Niestety często trafiają na kogoś bez wiedzy, ale z dużym parciem na szło, kto swoimi radami może im zaszkodzić.

Jeżeli, Drogi Czytelniku, jesteś na tym blogu nie pierwszy raz, to zapewne wiesz, że podejmując się jakiegoś tematu podpieram się przede wszystkim badaniami naukowymi, swoim, wieloletnim doświadczeniem  oraz wiedzą zdobywaną od  innych manufakturzystów, mydlarzy i zielarzy. Zgubiło to już nie jedną blogerkę, która została złapana na szerzeniu niczym nie podpartych mitów.

Po wielu bojach  z celebryckimi pseudo-znawcami, zrozumiałam, że nie tędy droga. Wchodząc z polemikę z kimś, kto przy braku  argumentów zwyczajnie kasuje posty, blokuje i …uważa sprawę za niebyłą– nie biorąc przy tym żadnej odpowiedzialności za przekazywaną, szkodliwą wiedzę, jest po prostu stratą czasu.

Zaczęłam się zastanawiać nad przyczyną tego, że osoby pobieżnie znające tematy, potrafią wykreować się na autorytety w dziedzinie nie tylko kosmetycznej, a rzesze ich fanów mimo ukazania prawdy i udowodnienia manipulacji, trwają przy osobie, która naraża ich na niebezpieczeństwo.

Jak wiec walczyć z tego rodzaju Syndromem Sztokholmskim? Prawdą i szerzeniem wiedzy.

Bardzo dużo publikacji jest niedostępnych dla ludzi nie związanych zawodowo z nauką, większość  tych dostępnych jest w języku angielskim a do tego nie każdy musi umieć czytać badania wykonane metodami ilościowymi. Często sami pseudo znawcy, podpierający się tymi badaniami nie potrafili ich odczytać i zinterpretować 🙂 To  właśnie  z powyższych powodów, mój blog ma trochę inny nurt niż popularne obecnie blogi z radami jak coś zrobić- ja staram się pokazać czego i dlaczego nie robić 🙂

To, co zazwyczaj bardzo mnie razi w różnych internetowych recepturach, to miary w szklankach, łyżkach, łyżeczkach, szczyptach, kubkach, w „ na okach” i innych łokciach. O ile, w gastronomi takie miary mają zastosowanie o tyle, w produkcji kosmetyków już nie. Dlaczego? Ponieważ, bardzo dużo surowców używanych do produkcji kosmetyków, posiada dopuszczalne stężenia, których nie należy przekraczać jeżeli chcemy by nasz kosmetyk był dla nas bezpieczny.

Niedawno trafiło do mnie nagranie na którym młoda dziewczyna wraz z prowadzącą, robią szampon w kostce. Ponieważ niedawno sama skończyłam pracę nad własną recepturą takiej formy szamponu (zajęło mi to niemal rok i dziesiątki testów) można śmiało powiedzieć, że jestem na bieżąco w temacie. Nie spodziewałam się znaleźć w tym nagraniu wiele merytoryki, ale to co zobaczyłam zaskoczyło mnie bardzo. W niespełna 4 minutach nagrania padło tyle nieprawdziwych i szkodliwych informacji, że nie mogłam tego tak zostawić.

Nie można bezkarnie wprowadzać ludzi w błąd i  narażać ich zdrowia!  Zarówno w mojej miłości do fitoterapii jak i w tworzeniu kosmetyków w mojej manufakturze przyjmuję zasadę Primum non nocere – po pierwsze nie szkodzić. Naprawdę podstawowa wiedza może uchronić kogoś przed zrobieniem sobie i komuś krzywdy.

Zobacz film – kliknij tutaj

Na początku wiele razy padło stwierdzenie, że substancja SCI jest w 100% naturalna. Niestety nie jest to prawda. Mimo, że do jego wytworzenia używa się kwasów tłuszczowych z oleju kokosowego to żeby otrzymać  SCI czyli kokoiloizetionian sodu, trzeba te kwasy przereagować z izetionianem sodu, który jest substancją półsyntetyczną. Nie znaczy to, że SCI jest szkodliwe  (a przynajmniej obecnie nie uznaje się go za szkodliwe), ale niestety nie jest w 100% naturalny i dlatego nie został tak zaklasyfikowany  przez Cosmetic Organic Standard. A to dopiero pierwsze sekundy nagrania.

Wróćmy jednak do sprawy szamponu DIY pokazanego w tzw. „śniadaniówce”.

Receptura podana podczas nadawania programu :

SCI – 60g

Masło shea – 6g

Olej – 15g

Woda – 20g

Proszek ziołowy – 15g

Przygotowałam dwie tabelki analizujące procentowe użycie surowców w omawianej recepturze.

Tabela 1.1 pokazuje, że ilość SCI w podanej recepturze wychodzi poza zalecaną ilość jedynie o 2%, pozornie nie ma co czepiać bo to niby niewiele. Jednak żaden safety assesor (osoba wydająca ocenę bezpieczeństwa kosmetyku) już by takiej receptury nie podpisał, ponieważ zostało przekroczone maksymalne stężenie surowca.

Tabela 1.1

Surowiec gramy %
SCI 60 52%
Masło shea 6 5%
Olej 15 13%
Woda 20 17%
Proszek ziołowy 15 13%

 

Tabela 1.2 pokazana poniżej jest niepodważalnym dowodem rażącej niewiedzy autorki  w temacie podstawowych zasadach tworzenia receptury. Przy tworzeniu receptury kosmetyku, musimy wziąć pod uwagę całość procesu ,a w tym konkretnym przypadku należy pamiętać, że szampon w kostce w procesie suszenia odparuje wodę, więc przy obliczaniu w recepturze bezpiecznych stężeń musimy ominąć produkty wodne. Ponieważ autorka nie zgłębiła podstaw bezpiecznej produkcji kosmetyków i nie wzięła powyższego pod uwagę, w proponowanym przez nią przepisie zawiera się aż 63% SCI przy dopuszczalnym maksymalnym stężeniu 50%!

Tabela 1.2

Surowiec gramy % bez wody
SCI 60 52% 63%
Masło shea 6 5% 6%
Olej 15 13% 16%
Woda 20 17%
Proszek ziołowy 15 13% 16%

 

Bardzo dziękuję prawdziwym specjalistom i ludziom o ogromnej wiedzy, za to że chcecie się tą wiedzą dzielić! Bartkowi i Mili za przystępne wytłumaczenie tematu produkcji BEZPIECZNYCH szamponów w kostce , Hajduczkowi,  Ewie z Chwaściarni oraz Gosi z Mydlanych Rewolucji, której ukradziono z bloga opis szamponu i użyto do prezentacji omawianego tutaj filmiku- szkoda, że nie ukradli też Gosi przepisu, pomijam aspekt moralny, ale przynajmniej nie narażono by niczyjego zdrowia.

Opis TV :

 

Opis z Mydlanych Rewolucji:

Wracając do przepisu, po sporządzeniu tabelki pokazującej aż tak spore przekroczenie dopuszczalnych norm bezpieczeństwa, postanowiłam poszukać informacji o stężeniu SCI, którego przestrzegają koncerny kosmetyczne– bo im, jak wiadomo można więcej niż małemu manufakturzyście 🙂

Okazuje się, że (jak pokazuje poniższa Tabela 4a) od 1993 roku, czyli od kiedy Cosmetic Ingredient Review (CIR) opublikował ocenę bezpieczeństwa kokoiloizetionianu sodu (SCI). Mimo ogromnego wzrostu przypadków w zastosowaniu tego surowca, nikt nie przekroczył stężenia 50% w gotowym produkcie zmywalnym (zaznaczono na szaro). Osobiście też jestem fanem eksperymentów, ale nie eksperymentów ze zdrowiem!

Źródło tabeli.

Sam proces produkcji, który został pokazany na wizji to nic innego jak totalna ignorancja chociażby podstawowych zasad BHP przy tworzeniu kosmetyku i obchodzenia się z surowcami. Dalej jest już tylko gorzej, ponieważ nawet przepis ze znacznie przekroczonym stężeniem SCI, byłby lepszy niż na szybko wrzucane składniki bez użycia miar wagowych, co w efekcie moim znaniem, jeszcze bardziej przewyższało normy  w tej „recepturze”.

Co tam się dzieje dalej…

Wrzuć sobie Marzenko rumianku, niech to będzie szampon do jasnych włosów…” słyszymy od autorki przepisu, więc  Marzenka wrzuca zasuszone płatki rumianku w formie niezmikronizowanej, po które wcześniej sięgnęła do przezroczystego słoja (można podejrzewać, że przechowywany w ten sposób rumianek jest już jałowy)  bezpośrednio tj. gołą ręką. Moje, zielarskie serce krwawi. Co zostało do tego suszu, dodane z rąk Marzenki (przez takie w nim grzebanie ) zostanie w tym słoju zamknięte i namnażane.  Jeżeli chodzi o zasadność użycia, w tym przypadku zioła w formie suszonych płatków, to tez ciężko mi zrozumieć intencje autorki. Oprócz kumulowania wilgoci w szamponie,  a więc wspomaganie procesu gnicia czy pleśnienia, nie daje żadnych wartości, chyba, że  ktoś zrobi sobie z tej kostki szamponu napar 🙂 – ale tego też nie polecam! Niezmikronizowane płatki rumianku zwyczajnie wciągną wodę i nie pozbędą się jej tak szybko, będą przeszkadzać w myciu i suszeniu kostki.

Jako osoba kochająca zioła i pobierająca naukę i wykształcenie w temacie fitoterapii, nauczyłam się przede wszystkim szacunku do ziela – nie ignorujcie działania ziół. Jeżeli już chcecie wspomóc się fitoterapią to zacznijcie od konsultacji z osobą, która ma w temacie doświadczenie i wykształcenie. Czytajcie sprawdzone źródła . Zioła mają wiele zalet, ale niestety bywają też niebezpieczne.

Nakłaniając kogoś do używania naparu z wrotyczu na pierwszym miejscu należy zaznaczyć, że dla bezpieczeństwa odradza się stosowanie wrotyczu w przypadku kobiet w ciąży oraz matek karmiących piersią! Picie wrotyczu może skutkować poronieniem  i chociaż szampon ma krótki kontakt ze skórą głowy, to osobiście naparu z wrotyczu nie poleciłabym jako składnik szamponu skierowanego do wszystkich.  Zachęcam do przeczytania informacji podanych przez doktora Różańskiego, który jest autorytetem w dziedzinie ziołolecznictwa.

Jeżeli już chcemy użyć ziół, to musimy się zastanowić co z nich chcemy wyciągnąć. Podczas nagrania zostaje podana informacja, że w naparze obok wrotyczu jest również skrzyp i pokrzywa, a więc dużo krzemu. To nie jest prawda, ponieważ aby wyciągnąć krzem z ziół krzemionkowych należny je gotować przyjemniej 10 minut, krzem potrzebuje czasu żeby rozpuścić się w wodzie, ja gotuję skrzyp 15 -20 minut. – pisze o tym wypomniany wyżej dr Różański tutaj. Napar to zdecydowanie za mało.

Biała glinka na podrażnienie skóry głowy – nie tak szybko! W niewielkiej ilości jest bardzo fajnym dodatkiem do szamponu, coraz częściej jednak spotykam się z opiniami, iż w dużym stężeniu może wysuszać skórę głowy. Ponieważ niestety nie doszukałam się jeszcze badań na ten temat, zamieszczam tę informacje wyłącznie jako moja subiektywna opinia, wyrobiona na podstawie zawodowego doświadczenia.

Omawiana receptura, nawet z pominięciem niebezpiecznego stężania detergentu, jest delikatnie mówiąc, nieodpowiednia nawet dla zdrowej skóry głowy. Gdzie saponiny? Gdzie śluzy? Gdzie keratyna? (Mantra Mili z Ukręcone, którą zapamiętam na zawsze) Gdzie antyseptyka i zabezpieczenie szamponu przed gniciem czy pleśnieniem? No i najważniejsze – gdzie ta pielęgnacja ?

Kolejny raz, ktoś bez zastanowienia i zgłębienia chociaż podstaw tematu chce być autorytetem. Można się oczywiście pokusić o myśl, że to było wynikiem pomyłki. Autorka tego przepisu nawet próbowała przekonać, że to po stronie organizacji programu był błąd:

Stworzyłam taką fraszkę zainspirowaną trafną uwagą od Iwonki z Mydlarni Blank

W na górze róże ( „Nawet już wydrukowałam gotową recepturę…”) na dole fiołki („Podaje prawidłowy przepis… źle wydrukowali…”) a kłamstw tu jest więcej niż chińskiej biedronki.

Poniżej przepis, który sprzedaje Pani w swoich kalendarzach, gdzie po przeliczeniu procentowym znajdziemy nawet 64% SCI (przy bezpiecznym i maksymalnym stężeniu 50%)

Tu też błąd w druku?

Autorka nie waha się nawet przed testowaniem swoich „receptur” na dzieciach proponując piołun! Piołun jest wyłączony z zaleceń do pielęgnacji dla  kobiet w ciąży, karmiących oraz dzieci!

Chcecie myć siebie i  swoje dzieci kosmetykami, które ze względu na rażące przekroczenie bezpiecznych stężeń, oraz użytych ziół niezgodnych z zaleceniami, nigdy nie przeszły by oceny bezpieczeństwa?!?

Jestem manufakturzystą ale również mamą i nie godzę się na takie testy na dzieciach!

Do myślenia daje też końcowe działanie autorki ECO ONA, po tym jak otrzymała wiele wiadomości na temat rozpowszechniania receptury na niebezpieczny kosmetyk, zamiast użyć swoich zasięgów do sprostowania swojego błędu, co być może uchroniłoby kogoś przed np. umycia tym „wspaniałym „ szamponem dziecka, skasowała post i weszła w rolę ofiary:

Autorko, muszę się z Tobą zgodzić. Jesteś przykładem tego, że nawet gdy ktoś bardzo  coś chce to nie może – a wręcz nie powinien wypowiadać się na tematy o których nie ma pojęcia, tylko po to żeby poczuć się dobrze jako ekspert. Twoja kompletna ignorancja w temacie odpowiedzialności za propagowane szkodliwych treści, nie może wrócić do Ciebie w postaci dobra.

Wszystkie źródła są podlinkowane we wpisie.

5 komentarzy do: “Jak NIE robić szamponu w kostce

  1. Teraz zauważyłam, że kula na końcu (ostatni screen) wygląda, jak jeden wielki problem skórny, którego można się nabawić stosując „cudowne” przepisy szarlatanów XXI w. Dzięki Ewa! Mocno i punkt – jak zawsze 🙂 Chociaż ja już tracę nadzieję, że cokolwiek dotrze :3

    1. Oooo ja! Faktyczie to kulą w kąpieli!😁 Ja też myślałam, że to coś na skórze. I jeszcze zastanawiałam się po co ona takie zdjęcie wstawiła… żeby pokazać co się dzieje po jej kosmetykach ?🙈

  2. Dziękuję Ci za ten bardzo ważny artykuł. Ja wprawdzie nie uważam się za specjalistkę (dlatego też za żadne pieniądze nie wybrałabym się jako „guru” do telewizji) z zakresu kosmetyki, więc podejmuję próby tylko na własny użytek. Publikuję łatwe domowe przepisy, ale zawsze dobrze oczytane, przetestowane, ewentualnie skonsultowane z bardziej zorientowanymi twórcami kosmetyków. Bo wiadomo przecież, że nie wolno szerzyć dezinformacji – bo czytają, słuchają i oglądają osoby zupełnie niezorientowane w temacie. Osoby, które nie potrafią zweryfikować podanych treści, nie znają zagrożeń, nie wiedzą, gdzie zasięgnąć wiarygodnych informacji, gdzie pytać o poradę. Dlatego osoba występująca w TV bierze na siebie wyjątkowo dużą odpowiedzialność.
    Ja tam nie mam parcia na szkło, wcale a wcale 😀 Ale po obejrzeniu programu, o którym piszesz – moją pierwszą myślą było – uciekać! Nie wiem, dlaczego Joasia stamtąd nie uciekła (abstrahując od wadliwej i niesprawdzonej receptury). To było straszne! Na jej miejscu już nigdy nie wystąpiłabym w telewizji śniadaniowej ani zapewne żadnej innej. Jestem ciekawa, czy wyciągnie wnioski z tej wpadki.

  3. A wystarczy zglosic odpowiednim organom I tyle. Kara nie posiadania certyfikatu bezpieczenstwa to 100tys zl

  4. Zgłoś ją do odpowiedniego organu 🙂 Tak być nie może – a to tylko góra lodowa. Na grupach fb jest mnóstwo „pseudo kosmetycznych” Którzy bezkarnie nie chcą nawet słyszeć o chociażby bezpieczeństwie produktu i atestach 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *